12 maja 2014

SUKI I WIEDŹMY

https://www.facebook.com/Krystyna.Januszewska/posts/883819004978631
 Kilka dni temu obejrzałam film Jennifer Siebel Newsom „Kobiety w mediach”. Nie miałam zbyt wiele czasu, spieszyłam się. Wystarczyło jednak kilka minut, żebym zarzuciła poprzednie plany, film wydawał się od nich ważniejszy. Okazał się podsumowaniem wielu dyskusji na temat pozycji współczesnej kobiety i zmian wizerunku, jaki dokonał się w minionych latach, głównie w oparciu o media. Film oczywiście nie wyczerpał tematu, a problem dotyczył głównie kształtowania opinii publicznej i roli jaką odgrywają w tym producenci i właściciele stacji telewizyjnych. Jest jednak tylko pretekstem, wydaje się, że wiodącym, w rzeczywistości to tylko dobry powód do dalszej, ważnej dyskusji.
A jednak, na początek podejmę temat, który wywołał we mnie spore emocje.
Nie należą do osób, które nadmiernie się nad sobą rozczulają, przyznam jednak, że po latach dość jasno dostrzegam problem. Wiadomo, każde z nas, kobieta, mężczyzna, ma własne zadanie, które trzeba wykonać najlepiej jak tylko się da. Swego czasu, gdy dostawałam od życia popalić i nie wiedziałam dokładnie dlaczego i za co, dość mocno zgłębiłam temat. Jednak wtedy nie miałam czasu, żeby dalej dociekać. Większość przepłakanych nocy sumowałam o świcie stwierdzeniem – „ wstań i rusz tyłek, nikt za ciebie nie popchnie wózka do przodu”. Budzik podrywał do spraw doczesnych, żale zostawały w łóżku i czekały na kolejny, trudny dzień. Nie łatwo było im sprostać. Standardy oczekiwań w stosunku do kobiet pozostały te same, co dawniej, a dodatkowo historyczne i społeczne zmiany dokładały kolejne zadania. Mówi się, że przecież same tego chciały, nieprawda. Taka była i jest po prostu konieczność.
Matka mojej teściowej, kobieta z przełomu wieku dziewiętnastego i dwudziestego, przedsiębiorcza właścicielka sporego zakładu krawieckiego w małym miasteczku na Pojezierzu Krajeńskim, absolwentka renomowanej pracowni krawieckiej w Berlinie, matka siódemki dzieci, właścicielka sporego domu z rozległym ogrodem, sporej kuchni, w której podawano pracownikom posiłki, poświęciła się bez reszty pracy zawodowej, z której czerpała finansowe korzyści i osobistą satysfakcję. Wykształciła sporą rzeszę kobiet na dobre krawcowe, obszywała okoliczne miasteczka i wsie. Jak to możliwe, że mogła temu podołać? Kiedyś doba też miała przecież 24 godziny.
To proste, poza pracą, zarabianiem pieniędzy, rodzeniem dzieci, chodzeniem na bale i towarzyskie spotkania całą resztę wykonywały za nią inne, zatrudnione kobiety - pokojówki, praczki, kucharki i niańki.
Jej mąż miał obok warsztat szewski. Przyjmował uczniów i uczył zawodu. Podobnie jak żona poświęcał się pracy bezgranicznie. Żyli więc bardzo dostatnio i zgodnie, doceniając wzajemnie obopólny trud.
Moja babcia, żona oficera nie ubierała choinki, nie skrobała karpia, nie chodziła do mięsnego na zakupy, wszystko jej przynoszono do domu, a ona mogła reszty spokojnie doglądać i wychowywać dzieci. Za życia ze szczerą radością wspominała te czasy. Po wojnie została szwaczką w wielkim kombinacie, a po pracy wiadomo, zakupy, obiad, pranie, szycie, prasowanie i piątka głodnych pięcioro. Nie zdążyła zestarzeć się w dobrobycie.

Dzisiaj współczesne kobiety pragnę tego samego, skończyć szkołę, mieć firmę albo po prostu uczciwie pracować i zarabiać na życie, mieć męża, który robi to samo, rozumie ją i docenia. Wszystko identycznie, z jedną tylko różnicą, pozostałe czynności wykonuje najczęściej sama. Jest więc praczką, kucharką, nianią, a jeszcze odwiedza znajomych, urządza imprezy, wieczorem pachnie i stara się zyskać podziw u męża. Doszło jej jeszcze wiele innych umiejętności, potrafi wymienić w samochodzie koło, nalać do baka benzynę, skopać ogródek, kosić trawniki i…. No cóż, takie nastały czasy. I dobrze, ona to wszystko rozumie. Nie wie jedynie dlaczego w oczach płci przeciwnej jest SUKĄ, WIEDŹMĄ I KRETYNKĄ. Dlaczego kobiety ciągle krzywdzi się, porywa i zabija?
Skąd taka potrzeba, poczynając od tych najgorszych, krzywd fizycznych, kończąc na krzywdach moralnych i oczywiście psychicznych? Czy mężczyzna musi być katem, a kobieta ofiarą? Wystarczy spojrzeć na historię ludzkości, ile w niej kobiecych cierpień. Boli mnie każde z nich – studnie pełne zarżniętych dziewcząt, ofiar przeróżnych kultur, religii i stosów, bo była mądrzejsza od innych, a mądra kobieta, to zło oczywiste. A porywane, by służyć mężczyźnie, gwałcone, okaleczane, te katowane, zamordowane - może nosimy je w sobie, drobne cząstki tych wszystkich skrzywdzonych kobiet, tuż pod skórą, a nawet w głowie? A jeśli jest jakaś inna przestrzeń, niż ta, w której żyjemy, miejsce gdzie się tułają dusze, to może właśnie stamtąd dochodzi do nas ich rozpaczliwe wołanie o sprawiedliwość, o odwet?
Jasne, mężczyźni też dostają za swoje, ich świat nie jest łaskawy, stres goni stres, tempo życia nie zostawia wyboru. Bez kobiety, która to wszystko ogarnie i zrozumie, wspiera i robi więcej, bo tego wymaga finansowy i bezpieczny los całej rodziny nie da się życia uciągnąć. Mężczyźni nie mają lekko. Tylko dlaczego „męska rozmowa” znaczy coś całkiem innego niż „babskie gadanie”? Czemu tak mało szacunku dla naszych starań, dziwny, cyniczny uśmiech kiedy mówi kobieta. Nie musicie kupować nam róż, zacznijcie tylko rozumieć i od czasu do czasu pochwalcie, czy słowa uznania dla kobiet, to takie ciężkie zadanie.
Tak mnie wychowano, że trzeba urywać rękawy, żeby mąż był szczęśliwy, a na pochwały nie należy czekać, bo to jest przecież nieskromne. Mężczyzna ocenia kobietę za czyn pojedynczy, a nie za całokształt. Ocenia za krok, za wygląd, nie za całą drogę, za niepodlanie kwiatka, spóźnienie, nie za tak zwany całokształt, więc czuwajcie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny. Bądźcie do tego jeszcze wiecznie piękne, koniecznie zdrowe, chore żony to kula u nogi, nie daj Bóg taka się jeszcze położy i nie poda obiadu, nie siądzie obok gdy on czyta gazetę, tylko biega po domu i zrzędzi, nie wysłucha żalów do całego świata, bo ciągle się spieszy. Nie będzie wieczorem pachnąca i zawsze chętna, pełna fantazji i zachwytu.

A media, cóż one na to? W końcu są jednym z motorów postępu, media tworzą społeczeństwa. Od tego jakie wybiorą narzędzie i co pokarzą zależą losy świata. Tymczasem współczesne media stawiają na emocje i emocjami sterują nie bacząc na zdrowe wartości. Wiemy o tym, niektórzy próbują się bronić ale tylko nieliczni nie maja komputera, radia czy telewizora.
Obejrzyjcie proszę ten film, jest dosyć długi, niestety. Niewielu dotrwa do końca, a właśnie koniec jest najważniejszy. To film i apel, wezwanie, głos wołającego na puszczy. Dokładnie wszystko tłumaczy, skąd i dlaczego konkursy wygrywa ten, a czemu nie ktoś inny. Jak manipuluje się sympatiami, co robią z naszym mózgiem, a my dlaczego się nie bronimy. Poprzez przykład stosunku do kobiet, tworzenia wizerunków i kształtowanie wzorców nie wyleczymy się nigdy z wyborów gorszych wartości. Wmawia się ludziom, że media dają nam to, co chcemy zobaczyć. Film udowadnia, że jest zupełnie inaczej.