Książki

Wydawnictwo Prószyński i Ska, rok 2015.

Czterdzieści rodzin opuściło domy i udało się w podróż w poszukiwaniu ziemi obiecanej. Ludzie ci zostawili wszystko i odeszli. Mieli dość długich lat niewoli. Ileż jeszcze mogli wycierpieć? Chcieli zaznać spokoju, życia w poczuciu godności i bezpieczeństwa, codzienności, która będzie przewidywalna.
Historia oparta na wspomnieniach świadków wydarzeń, monumentalna opowieść o ludziach odważnych i zdesperowanych, o Polakach, dla których praca była jedynym środkiem do realizacji marzeń. O tym, że człowiek prosty i niewykształcony może z poczuciem własnej wartości zabiegać o szczęście.

 

Człowiek jest dziwną istotą, lubi i chce należeć do jakiejś całości, mimo że w życiu jest jak  meteor mknący przez swój własny kosmos.
 
           cyt.: "Dziedzictwo" - Krystyna Januszewska  -
 
poniżej recenzja Mariola Pomykaj -
 
 
Miejsce, z którego wyrastamy, skąd nasze korzenie czerpią soki, przetwarzane później w odczuwanie oraz w energię niezbędną do życiowej wędrówki, to źródło stanowiące o naszym bycie.
O tym jest "Dziedzictwo", powieść, na którą autorka Krystyna Januszewska kazała nam czekać kilka lat. Od czasu, kiedy wydano jej "Ostatnią kwadrę księżyca (2010r.). Ale w pisaniu takiej literatury, pośpiech  nie jest pożądany.
Taką książkę można  napisać "dopiero, gdy człowiek naprawdę nie ma już żadnego innego  wyjścia (...), wtedy, kiedy jest się przekonanym, że ma się coś naprawdę do powiedzenia". 
Zacytowałam Wiesława Myśliwskiego, jego przesłanie tłumaczące powrót po ośmiu latach milczenia ze swoim "Ostatnim rozdaniem".  Porównanie nie jest przypadkowe. "Dziedzictwo" wyzwalało we mnie podobne emocje, jak przy opowieściach Wiesława Myśliwskiego. Pisarze tej miary, posiadają niezwykłą łatwość za pomocą słowa, niczym tkacz utkać cienką, niewidzialną, magiczną nić i połączyć się ze swoim czytelnikiem. Chciałoby się usiąść obok i słuchać bez końca.
 
"Dziedzictwo". Tę fabułę pisało życie.  Prawdziwe. Proste. "Jak bochen chleba".
Krystyna Januszewska przenosi nas, niczym w hipnozie, w czas i w miejsca, w których żyli jej przodkowie.
Początek ubiegłego stulecia. Czas, kiedy jeszcze słyszalne były carskie reperkusje  po Powstaniu Styczniowym, "miażdżące każdą oznakę polskości". Panował polityczny chaos w Europie, wybuchały kolejne konflikty.
Krasocin pod Kielcami w Górach Świętokrzyskich. Tam żył i ciężko pracował w umiłowanej ziemi Jan Kuśmierczyk, dziadek pisarki, ojciec jej ojca. Tak, jak inni we Włoszczowej, w Gruszczynie, Ostrowie, Borowcu, Wierzbniku, Ludyni, Sułkowie, Mieczynie, Lipiej Górze i innych miejscach ziemi świętokrzyskiej, tak jak Sornatowie, Cioskowie, Kowale i wielu pozostałych, troszczył się "żeby było gdzie spać, co jeść i jak się obronić".
Ciężkie to były czasy. "Kraj ledwo oddychał pod carskim butem". Zostać, czy wyjechać do Prus? Tam życie łatwiejsze. Rozważał niejeden.
 
Jan Kuśmierczyk został. Na ojcowiźnie. by zmierzyć się z losem. Praca na wsi, na roli, ze wszystkimi odcieniami trudu i mozołu, była też ratunkiem na cierpienie, ból, była sensem, gdy do głosu dochodziła beznadzieja. Ciężka praca "koiła duszę". Praca zdeterminowana porami roku i stanem pogody. Wschodami i zachodami słońca. Przyroda nadawała rytm zwykłym, codziennym czynnościom. Człowiek, jego pragnienia, dążenia, wierzenia, myśli i stan duszy, wszystko to zostało tutaj wkomponowane w absolutne piękno natury. Słychać jej cudowne odgłosy i odczuwalna jest niesamowita energia, która emanuje z kart "Dziedzictwa".
 Proste życie zwykłych ludzi, zwykłą codzienność oraz rzeczywistość historyczną, dziejową, pisarka ubrała w słowa mądre, dojrzałe, jak ziarna, dojrzewających w słońcu, kłosów zbóż świętokrzyskich pól. 
Powstała opowieść epicka. O ludziach z krwi i kości. Piękna w swej prostocie i prawdzie. Ze wszech miar wiarygodna.
 
 

okładka Ostatnia kwadra księżyca to powieść, której akcja ma swoje początki w późnych latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Na świecie dobiega końca rewolucja społeczno-obyczajowa, dogasają ruchy hipisowskie. Grypa młodych ludzi wchodzi w dorosłe życie. Wśród nich jest ambitna i wrażliwa dziewczyna z tak zwanego dobrego domu. Niestety w wyniku tragicznego rozwoju wypadków trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Wychodzi na wolność po dwudziestu latach odarta ze złudzeń, okaleczona. Samotna, bezdomna, z bagażem trudnych do zniesienia wspomnień, wraca do innego świata i próbuje się w nim odnaleźć. Jedyną podporą mają być jej dawni znajomi, przyjaciele z przeszłości. Tymczasem przez dwadzieścia lat wiele się w ich życiu zmieniło. Założyli rodziny, firmy, jedni odnieśli sukcesy, inni ponieśli porażki. Jak pomóc koleżance naznaczonej piętnem przeszłości, kiedy ich losy są też trudne i nie mniej zagmatwane?

Recenzja z Dziennika Literackiego  http://www.dziennik-literacki.pl/recenzje/J/419,Krystyna-Januszewska,Ostatnia-kwadra-Ksiezyca

 Księżyc w ostatniej kwadrze, połowę swoją oddał ciemności, a drugą na użytek ziemi. Tam nigdy w życiu nie polecę, Księżyc mi się nie marzy. Jednak ludzie śnią i mają marzenia. A marzeń jest tyle, ilu ludzi. Jedni śnią o luksusie, niektórzy o miłości, a jeszcze inni o nocy w Monk’s House w Rodmell. A Mela marzy o wyjściu na wolność.

Warszawa, lata 70. XX wieku. Na świecie dobiega końca rewolucja społeczno-obyczajowa, dogasają ruchy hipisowskie. Grupa młodych ludzi wchodzi w dorosłe życie. Wśród nich jest ambitna i wrażliwa dziewczyna z tak zwanego dobrego domu. Niestety w wyniku tragicznego rozwoju wypadków trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Wychodzi na wolność po dwudziestu latach odarta ze złudzeń, okaleczona. Samotna, bezdomna, z bagażem trudnych do zniesienia wspomnień, wraca do innego świata i próbuje się w nim odnaleźć. Jedyną podporą mają być jej dawni znajomi, przyjaciele z przeszłości. Tymczasem przez dwadzieścia lat wiele się w ich życiu zmieniło. Założyli rodziny, firmy, jedni odnieśli sukcesy, inni ponieśli porażki. Jak pomóc koleżance naznaczonej piętnem przeszłości, kiedy ich losy są też trudne i nie mniej zagmatwane?

Ostatnia kwadra Księżyca to najnowsza powieść w literackim dorobku Krystyny Januszewskiej. Pisarki, której miłość do pisania i droga doń stanowiłyby fantastyczny materiał na powieść. W swoim pamiętniku już na rok przed maturą przyszła pisarka pisała w ten sposób: Człowiek tyle w sobie nosi pięknych obrazów, pielęgnuje je, aż potem zamienia w mityczne krainy słodem ociekające i niczym ich sobie nie da obrzydzić. Mimo, że wraca do nich czasami i spostrzega duże zmiany na gorsze, to zaślepiony miłością akceptuje wszystko bez zastrzeżeń i dalej kocha jak głupi. Chciałabym kiedyś móc to wszystko opisać, podzielić się z innymi tym, co zbiera się w mojej głowie od lat. Chciałabym ulżyć jej, odciążyć, przenosząc wszystkie myśli na papier. Dopiero po wielu latach udało się jej to marzenie udało się zrealizować. W 2002 roku Krystyna Januszewska zadebiutowała powieścią Przytulać kamienie.

Po Przytulać kamienie były kolejne. Niebo ma kolor zielony (2004), Dolina motyli (2004), Trzy światy (2005), Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. (2008). Z tą ostatnią przyszła wyjątkowa nominacja – do Nagrody Mediów Publicznych Cogito.

Ostatnia kwadra Księżyca to historia rozpisana na wiele głosów. W każdym z rozdziałów pisarka przekazuje narrację w ręce innego bohatera, lecz w wyniku tego zabiegu nie powstaje żadna kakofonia. Opowieści snute przez kolejne postaci wzajemnie się uzupełniają, choć początkowo dla czytelnika brzmią dość enigmatycznie. Wszystkie odwołują się do wydarzeń sprzed lat, które przez długi okres czasu pozostają nienazwane. Jedyne, czego możemy być pewni, to tego, że przed laty miała miejsce wielka tragedia, w wyniku której Mela, jedna z bohaterek, musiała spędzić najlepsze lata swojego życia w zakładzie karnym dla kobiet o zaostrzonym rygorze.

Choć fabuła opiera się na wielu postaciach, wśród nich najważniejsza jest jedna – Mela. To właśnie losy tej kobiety determinują dorosłe życie pozostałych bohaterów. Pisarka pieczołowicie buduje portret psychologiczny więźniarki. Troskliwie odmalowuje targające nią emocje. Aksamitnym głosem opowiada więc o pragnieniu wolności, strachu przed opuszczeniem więzienia, zwątpieniu w przyjaciół i nieustającej miłości do Kostka.

Historie prawdziwe to dwanaście dzienników, wybranych spośród kilkuset, nadesłanych do redakcji miesięcznika "Twój Styl" po ogłoszeniu pierwszej edycji konkursu "Miesiąc z życia kobiety". Ich autorkom, udało się z pozornie szarego życia wydobyć zaskakująco wiele barw i odcieni: świat który opisują, nie zawsze ich własny, nie kręci się wyłącznie wokół mężczyzn, dzieci i uczuć. Dużo miejsca zajmuje w nim nauka, praca, sztuka, zainteresowania polityczne... Wybrane dzienniki to doskonałe świadectwo niezwykłych lat końca dwudziestego wieku i jeszcze jeden dowód na to, jak wielką rolę we współczesnym świecie odgrywają kobiety. Wyboru dokonał Tomasz Jastrun, poeta, autor wielu tomów wierszy, powieści, dziennikarz. Jest przekonany, że świat kobiet jest ciekawszy i pełniejszy od świata mężczyzn. Prace pochodzą z 1997 roku, a wydane zostały w roku 2000 przez Wydawnictwo Książkowe Twój Styl. Poniższe opowiadanie, autorstwa Krystyny Januszewskiej otrzymało w konkursie pierwszą nagrodę.

 To książka o szukaniu własnej tożsamości w korzeniach przodków, ale także o ucieczce od swej przeszłości i prawdziwej biografii. Maria, główna bohaterka, znakomita specjalistka w dziedzinie starodruków, oddaje się bez reszty swojej pracy. Żyje zamknięta w świecie książek, ale z czasem zaczyna tęsknić za namiętnością, której nie znajduje w małżeństwie. Pewnego dnia traci kontakt z rzeczywistością i trafia do kliniki psychiatrycznej w Austrii. Co jest powodem jej nagłej utraty pamięci? Co dzieje się w umyśle Marii? Czy odzyska świadomość i czy jej powrót do świata nie jest dla jej bliskich zagrożeniem?

Kołysanka dla siebie
Białowojsze. Nad Dzisną


Kiedy czas stał się inny niż projekcja marzeń…
Pisklęta coraz dalej…Bardziej obce miasta…
Kiedy autorytety jak lodowce gasną –
wracaj do domu. Z garbem. Z bliznami na twarzy.


Kiedy sypie się pewność jak rażona gromem…
Gdy historia w szaleństwie i zgiełku ulicznym
jak wicher miota drzewem genealogicznym
krusząc konary. Ty nic. Ty – wracaj do domu.


To nic, że domu nie ma. Że babcina rzeka
między dwoma krajami w kolczastych zasiekach.
Ale jest – praprzyczyny pramiejsce rodowe.


Może zdołasz prawnukom świat ów nazwać słowem
Odnaleźć proste drogi w meandrach pamięci…
Otulić się ich ciepłem..Zasnąć w ich objęciach…

Krystyna  Konecka

 Mamo! Nie chwytaj snu. Otwórz oczy, to już koniec filmu.

Czasami podróż przez życie jest jak jazda ekskluzywną limuzyną, czasami jest wycieczką przez krainy szczęśliwe, a bywa, że na samym progu staje się walką o przetrwanie, wspinaczką na K2, szturmem warownej twierdzy lub poszukiwaniem mitycznego Avalonu. Rzadko się zdarza coś, co przytrafiło się Joasi Zalewskiej - bohaterce tej książki.

Z przysłowiowego Edenu trafia zrządzeniem losu tam, gdzie nic już nie jest takie piękne ani tak czyste i proste jak było w Dolinie Motyli, w której się urodziła. Ta podróż, choć wydaje się drogą donikąd, staje się dla bohaterki prawdziwym wyzwaniem. Wzbogaca ją o cenne doświadczenia i obdarowuje grupą wiernych przyjaciół, którzy nie zawiedli. Książka umacnia w przekonaniu, że należy mimo przeciwności losu i czasem wbrew rozsądkowi, pokonując własne słabości, walczyć o najważniejsze.

 Tej książki nie można odłożyć.

Zaczniesz czytać i wchodzisz w Trzy światy - pełen niedomówień świat metafizyczny; świat w znaczeniu dosłownym, po którym podróżują bohaterowie powieści, i świat podłych rozgrywek, intryg, trudnych do rozwiązania dla Maryśki, Mateusza i Rafała. Jest jeszcze czwarty świat, w którym lubicie się poruszać, świat gier, ale nie tylko komputerowych. Pozornie pozostaje on na uboczu problemów i akcji, a jednak staje się kluczem i ratunkiem.

"Przed nimi otworzyło się niebo. W fioletowej poświacie zawieszona była Ziemia, wielka, błękitna kula z zarysami mórz i kontynentów". Tak rozpoczyna się gra wszech czasów, przez którą Maryśka, rozpuszczona, lecz sympatyczna jedynaczka, pewnej czerwcowej nocy otwiera oczy i dowiaduje się, że musi uciekać. Z jednym plecakiem, ukradkiem, wyrusza w nieznane, byle dalej od swojego domu, od miasta, w którym mieszka, od przyjaciół. Tajemnica ukrywana przez ojca Maryśki staje się przyczyną rodzinnego kataklizmu, lecz w konsekwencji za jej sprawą udaje się wyjaśnić zagadki z przeszłości.

 Wrócę przez las do źródła. Cicho. Coraz ciszej
I do końca z tym rytmem jak klasyczny taniec.
Książki w logicznych rzędach. Saska porcelana
drżąca zgodnym staccato zbudzonych klawiszy.

I tylko z garstką ziemi w zaciśniętej dłoni.
Zanim to co ją trzyma nie stanie się ziemią.
By opowiedzieć jak się w ciało proch przemienia
nie wrócił nikt kto znalazł się po tamtej stronie

Krystyna Konecka  „ Cisza”
 

Krystyna Januszewska w poprzednich książkach pokazała, że warto ją czytać. Tym razem opowiada historię człowieka od A do Zet. Opowiada ją w pierwszej, męskiej osobie, chodzi bowiem o malarza, który dokonuje rachunku sumienia, a może porachunków z własnym życiem. Kobieca wrażliwość Januszewskiej, miękkość obrazu świata zderza się z męskim charakterem bohatera obracającego się w kobiecym świecie, doświadczającego "babskich klimatów". Postaci kobiet świetnie piórem Krystyny Januszewskiej namalowane tworzą świat według malarza. Wątki splatają się ciekawie, pojawia się dawno niewidziana córka dość przypadkowej żony, wielbicielki Renoira, nawiązuje się bliski kontakt dający radość, ale też i między wierszami, smutek straconego podzieleniem czasu. Bez dydaktyki pojawia się refleksja, co warto, a czego nie warto...

KRYSTYNA KOFTA

 

 

Jury Nagrody Mediów Publicznych w dziedzinie literatury pięknej COGITO, w składzie: Julia Hartwig (przewodnicząca), Jerzy Jarzębski, Janusz Krasiński, Adam Pomorski, Iwona Smolka, Piotr Wojciechowski wybrało 14 czerwca 2008 roku 25 książek nominowanych do Nagrody COGITO.

Nagroda Mediów Publicznych COGITO - wybrano 25 nominowanych

 Dziewiętnaście opowiadań, dziewiętnastu autorów.
Krystyna Januszewska „Rozgrzeszenie”
Urywek

    Dochodziła dwudziesta. Jakub spieszył się na spotkanie w uroczym londyńskim pubie, niedaleko stacji metra na Piccadili. Koledzy opijali święta. Wiecznie nieprzytomny Tom zaprosił ich na swoje urodziny, więc okazja była podwójna. Tom mieszkał samotnie w drogiej dzielnicy Londynu, niedaleko City. Jeździł do pracy metrem i wiecznie się spóźniał. Był nieprzeciętnie zdolny, ale jakiś zagubiony. Wyglądał jak żebrak w niezmiennie wygniecionej marynarce, w topornych butach na jasnej słoninie do ciemnych spodni, w tym swoim fioletowym szaliku na szyi i żółtą smyczą, na której nosił ostentacyjnie klucze do mieszkania. Jednak w dzień urodzin, każdego roku konsekwentnie stawiał wszystkim piwo i paluszki. Jakub chciał się jakoś wymigać. Przeleje przez siebie beczkę piwa i znów będzie chory. 
- Nie daj się prosić człowieku – nagabywał go zadziorny Josh. – Będzie solidna wyżerka – nabijał się z oszczędnego Toma, który był Szkotem i jak na Szkota przystało liczył się z groszem. Pochodził z zamożnej rodziny, a mimo to, zachowywał się bardzo skromnie.  Mieszkał w ekskluzywnym apartamentowcu, w miejscu, gdzie dawniej były jeszcze magazyny portowe, a teraz powstało imponujące połączenie Manhattanu z Wenecją. Jednak nigdy się tym nie chwalił.