To książka o szukaniu własnej tożsamości w korzeniach przodków, ale także o ucieczce od swej przeszłości i prawdziwej biografii. Maria, główna bohaterka, znakomita specjalistka w dziedzinie starodruków, oddaje się bez reszty swojej pracy. Żyje zamknięta w świecie książek, ale z czasem zaczyna tęsknić za namiętnością, której nie znajduje w małżeństwie. Pewnego dnia traci kontakt z rzeczywistością i trafia do kliniki psychiatrycznej w Austrii. Co jest powodem jej nagłej utraty pamięci? Co dzieje się w umyśle Marii? Czy odzyska świadomość i czy jej powrót do świata nie jest dla jej bliskich zagrożeniem?

Recenzje
Dagmara Gorczyńska

 Maria jest młodą kobietą. Nie brakuje jej niczego. Zdobyła wykształcenie, udane małżeństwo, któremu powodzi się finansowo, mieszkanie i pracę, która bardziej jest pasją życia Marii niż potrzebą. I nagle dziewczyna zapada na ciężką depresję, traci całkowicie kontakt ze światem i wydaje się, że ze sobą samą. Nikt nie potrafi wydobyć jej ze stanu katalepsji. Czy to w ogóle możliwe? I jaki wstrząs, jakie straszliwe wydarzenie pchnęło Marię w tę otchłań?

To niezwykła książka- nie byłam w stanie się oderwać! Przyznam się, że kupując ją na promocji u Zyska, byłam przekonana, że sprawiam sobie w najlepszym razie przyjemne czytadło. Cóż za zdziwienie! Januszewska nie stworzyła ani szczególnej historii, ani szczególnej scenerii, ale za to bohaterowie tej książki są rozpisani tak pięknie, tak szczegółowo, z taką głębią, rozmachem, spójnością i konsekwencją, że trudno oderwać się od lektury choćby na moment, a każde oderwanie jest jak brutalne wyrwanie ze światów tych wszystkich ludzi- każdego z osobna i ich wspólnego.

Narrator jest jeden, wszechwiedzący. Dzięki temu może relacjonować emocje, uczucia, myśli i wrażenia każdego z bohaterów tak, jakby robili to oni sami- najdokładniej. A wejście w subiektywny świat Marii, która zerwała więzi z ludźmi i kontakt z rzeczywistością, a wewnątrz, odizolowana od wszystkiego, rodzi się na nowo, przywodzi nieco na myśl "Poczwarkę" Terakowskiej, ale jest o wiele bardziej wiarygodne i Biblia odgrywa tam zupełnie inną rolę- przede wszystkim nie tworzy świata Marii i nie wypełnia go szczelnie.


Januszewskiej jestem skłonna wybaczyć nawet błędy językowe (najwyraźniej autorka i korektor, jeśli był, uważają, że istnieje "ten dziecek", a nie "to dziecko")- wszystko dla niezwykłej urody opisów, i to nie tylko wewnętrznych światów bohaterów, ale i świata ich otaczającego. I dla przewijającej się pomiędzy wierszami, tak ważnej dla Marii, historii Armenii, którą teraz sama- zarażona przez autorkę- mam ochotę poznać.


Zastanawiam się teraz, jak to się dzieje, że bestsellerami tak często zostają książki, eufemistycznie mówiąc, takie sobie, a takie perełki przechodzą bez echa i nikt na nie nie zwróci uwagi.

Marzena Kowalska

Jak można przytulać kamienie? Tak zimne, nieczułe... jak można je kochać? Otaczać się nimi, i tylko w nich widzieć swoją codzienność? Jak można je kochać?

"Kochała wszystko, co było wytoczone lub wykute z kamienia. Twardość kamiennej bryły, gładkość wypolerowanej skały była dla niej tą najczystszą formą."

Maria, bohaterka powieści Krystyny Januszewskiej, to potrafi. Odnajdywać w kamieniach kształty i uczucia. Ale należałoby raczej powiedzieć, iż tak było kiedyś. Maria "... zatrzymała się w połowie drogi pomiędzy tym, kim kiedyś była, a tym, kim przestała być." Tak naprawdę odeszła do krainy, w której teraźniejszością jest sen. Przewieziona do kliniki, poddana badaniom, nagle zdaje sobie z tego sprawę, iż będzie musiała jeszcze pożyć, choć chwilę, choć moment, by wyprostować drogę, która doprowadziła ją do tego stanu. I by ofiarować światu jeszcze jeden kamień. Tym razem dla niej najistotniejszy. A wraz z nim zagadkę, która musi ujrzeć światło dzienne.

Krystyna Januszewska, ofiarowuje nam bohaterkę, której historia jest z jednej strony tłem dla wydarzeń, a z drugiej i nimi samymi. Bohaterkę przykutą do łóżka, dla wielu niezrozumiałą, która uciekła od świata, ale on nie przestał jej dotyczyć. W końcu pozostali inni. Związani z nią i jej "kamieniami".

Maria jest też powodem, dla którego budzą się inni. Jej siostra Anna, lekarz, czy mąż. Wszyscy zaczynają szukać powodów, które wpędziły ją w ten stan, ale jednocześnie boją się tego, co mogą znaleźć. A jedno z nich wie, że to, co znajdą, może go zniszczyć.

"Przytulać kamienie", to zadziwiający twór. Powieść na poły psychologiczna na poły obyczajowa, z elementami sensacji. Powieść, w której każdy doznaje w pewnym sensie objawienia. Powieść dopracowana, ale tak dziwnie ulotna, iż pomimo wiadomego zakończenia, wszystko wydaje się nam być tylko snem. Snem, który kiedyś znowu może do nas przyjść? I może przynieść kolejne obrazy.

Powieść Januszewskiej, to czas rozmyślań. Może nie idealny, momentami zbyt niejasny, ale przecież tak plastyczny, że szkoda się z nim rozstawać. Szkoda też w niego nie wejść. Nie odkryć tej magii, tej pełni rozmyślań, oraz świata kobiety, która śniąc, w krainie apatii, odkrywa siebie na nowo. Nie bacząc na otoczenie, które wciąż gdzieś się spieszy.